To pytanie słyszę bardzo często przed pierwszym spotkaniem. Ludzie porównują swoje wyobrażenie regresji do filmu: spodziewają się wyraźnej scenografii, twarzy, dat i długiej historii. Kiedy tak się nie dzieje od razu, łatwo uznać, że robią coś źle.
W praktyce doświadczenie przychodzi różnymi kanałami. Może pojawić się obraz, ale również ciężar lub lekkość w ciele, nagła emocja, poczucie czyjejś obecności, pojedyncze słowo albo wiedza, której trudno od razu nadać formę. Nie przyspieszam tego i nie uzupełniam ciszy własnymi sugestiami. Pytam o to, co rzeczywiście jest dostępne.
Najważniejsza zmiana następuje często wtedy, gdy człowiek przestaje sprawdzać, czy sesja wygląda „prawidłowo”. Zamiast oceniać każde wrażenie, zaczyna je po prostu zauważać. To zwykle daje więcej przestrzeni niż próba wyprodukowania spektakularnej wizji.